Klienci banków już od dawna czekają na złagodzenie polityki kredytowej banków, bowiem wiosna najczęściej oznacza zwiększony ruch na rynku mieszkaniowym. Wielu deweloperów oraz spółdzielni mieszkaniowych właśnie na wiosnę wyznaczyła oddanie do użytku, czyli do sprzedaży, pewnej puli mieszkań. Dlatego zwiększony jest też popyt na kredyty mieszkaniowe. Wiedzą o tym doskonale banki, które od dawna przygotowywały się na tę okoliczność. I rzeczywiście, niektóre banki zdecydowały się na złagodzenie warunków, szczególnie jeżeli chodzi o kredyty w euro. Przede wszystkie niektóre banki obniżyły marże i prowizje, w pojedynczych przypadkach nawet rezygnując z prowizji. Pamiętamy, że najczęściej w ostatnim okresie banki skłonne były nam pożyczyć co najwyżej 60-70% wartości inwestycji, a więc nie każdego kredytobiorcę było wtedy stać na tak wysoki wkład własny. Teraz są już banki, które finansują nawet 100 procent wartości nieruchomości. Ale są też trzy, które zdecydowały się wprowadzić do swojej oferty kredyty hipoteczne 110 procentowe. Oferty takie mają na razie trzy banki: alianz bank, mbank kredyt hipoteczny i multibank kredyt hipoteczny. Dwa ostatnie banki są bankami internetowymi, klient może więc też liczyć na niższy koszt takiego kredytu. A od czego najczęściej zależy koszt kredytu? Od oprocentowania, wysokości marży i prowizji.
Jeśli chodzi o Kredyt hipoteczny w PKO bp i ogólnie w tym banku trwa właśnie promocja i dlatego bank kredytuje aż do 110 procent wartości nieruchomości, promocja ta potrwa do 30 kwietnia 2010 roku. Należy więc się śpieszyć ze składaniem wniosków kredytowych. Jeżeli chodzi o marże to dla kredytu w euro wynosi ona 2,50% natomiast marża dla kredytu w złotówkach wynosi 2 procent. No i rzecz niezmiernie istotna, że kredyt hipoteczny w PKO bp nie ma prowizji, bank też nie pobiera opłat za przewalutowanie kredytu co jest raczej rzeczą mało spotykaną wśród ofert bankowych. Poza tym oprocentowanie mbank kredyt hipoteczny wynosi od 3,14% do 8,54% w euro oraz od 6,14% w złotych do 12,54%.
Oczywiście, ale jak twierdzą fachowcy od kredytów, takie oferty skierowane są przede wszystkim do osób o wysokich zarobkach, bowiem banki pożyczając swoim klientom więcej pieniędzy niż mogą zabezpieczyć na nieruchomości zwiększają swoje wymagania. Dotyczące na przykład wysokich zarobków. Wprawdzie banki wyliczają indywidualnie zdolności kredytowe klienta, ale w tym przypadku uzyskają ja tylko osoby o bardzo wysokich zarobkach. I jeszcze jedno. Z tych dodatkowych 10 procent nie możemy na przykład zakupić wyposażenia do mieszkania, a można je jedynie wykorzystać na opłaty związane z kredytem /np. ubezpieczenie/. Co to oznacza w praktyce? A to, że pieniądze te niemal natychmiast wrócą do banków, a kredytobiorcy pozostanie jedynie spłata rat.